Blip, Śledzik, Co-robie, Twitter… jednym słowem cały ten jebane mikro-blogowanie to jeden wielki “shit” i pic na wodę – tzw. zaśmiecanie internetu gównianymi informacjami, które nikomu się nie przydadzą. Bo kto tak naprawdę, kto z nas chce czytać o tym jak… Co nas to obchodzi?
A Ty? Blogujesz? Piszesz? Czytasz? Uwierzysz mikro-blogerowi? Czy uwierzysz bandzie szczeniaków, którzy nie mają tak na prawdę nic do powiedzenia, a jak już mają to jest to niespójne i napisane “nie w naszym języku” oraz z dużą ilością “przecinków” i.
Cóż, w końcu nazwa “mikrobloger” też do czegoś zobowiązuje.. Weźmy dzisiejsze przykłady i wycinki z jakże popularnych (nie wiem dla kogo) serwisach mikroblogowych. Weźmy na początek blip:

Jak na innych? Tu króluje spam i jedna reklama w postaci marketingu szeptanego. Dobrym temu przykładem jest NK i jej użytkownicy. Wystarczy tu puścić plotkę o darmowym doładowaniu, po zrobieniu określonej czynności i już mamy milion dwieście wiadomości w poniższym stylu.
W mojej branży mawiają: “jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz “. I tu podobnie jak się wylansujesz, tak będziesz postrzegany, co oczywiście jest normalnym prawem internetu – największego skupiska spamu sieciowego.
A co z blogerami i ich normalnymi blogami, normalnymi tematami, które poruszają? Ale czy jest się normalnym mając bloga? Okazuje się, że czasem można pisać poważnie, oraz prostym językiem – zrozumiałym dla każdego.. Wystarczy skupić się na jednym temacie, wydrążyć w nim dziurę i zadać czytelnikowi mądre pytanie. Czy to kluczyk do sukcesu blogowania?
Zastanawiające jest to, że im bardziej poważnie traktujesz czytelnika i piszesz skomplikowanymi wyrazami tym on Cię olewa. Ale dopóki nie znajdzie się magicznego środka – jednym się będzie podobało, a innym nie. Cóż, nie da się mieć ciastko i zjeść je jednocześnie.
No related posts.
Powiązane wpisy wygenerowane przez wtyczkę Yet Another Related Posts.


